poniedziałek, 2 listopada 2015

Osiołkowi w żłoby dano.......

a żłobów więcej niż dwa. I to kusi i to nęci i nie wiadomo co najpierw a co potem a co może wcale albo natychmiast. Trochę więcej niż zwykle wolnego czasu zaowocowało natłokiem pomysłów i potrzeb mniej lub bardziej potrzebnych.
Na robótkowej pufie coraz mniej miejsca a pomysły pojawiają się lawinowo.
Obawiam się o końcowe efekty ale zapanować nad tym nie potrafię. Jedna robótka jest długodystansowa - to koc o którym już wspominałam a który duży z natury został zaplanowany jako robótka podróżna, tęczowy szal - to poprawiacz nastroju na jesienne dni ale ponieważ te nie są póki co szare a słoneczne i ciepłe to..., konieczne jest swetroponczo z promocyjnej włóczki Andes idealne na spacer w jesiennym słońcu, z myślą o świętach na druty pcha się dziecinne super ponczo i czapka znalezione w sieci, a do tego zastanawiam się nad udziałem w pewnym projekcie i trzeba zrobić próbę. No i jak nad tym wszystkim zapanować kiedy i nowa chusta potrzebna i skarpety i sweterek z kapturem i kieszenią kangurką i........
No jak???

sobota, 24 października 2015

Krople rosy

tak właściwie powinnam napisać płatki burego śniegu bo to lepsze, bliższe prawdy określenie dla mojej chusty. Jak zwał tak zwał najważniejsze , że efekt  jest zadowalający. Chusta to kolejny odłożony na później pomysł. Zaczęłam wiosną licząc, że na wiosenne chłody będzie jak znalazł no ale nie zdążyłam a letnie upały to nie najlepszy moment na takie robótki. Ale w ramach wyciągania niedokończonych udziergów chusta doczekała się swojej kolejki. Jest duża, lekka i bardzo przytulna. Myślę, że będzie w sam raz na zbliżające się chłody.




Chustę zrobiłam z Elian elegance ( 65% moher, 35% akryl). Wykorzystałam 155g na drutach nr 4.
Teraz pora na coś bardziej kolorowego.

niedziela, 11 października 2015

Jeden mniej...

Niniejszym ogłaszam , że jeden z rozgrzebanych projektów został szczęśliwie zakończony. Wprawdzie z lekkim poślizgiem był bowiem planowany na urlopowy wyjazd ale lepiej późno itd......
Zauroczona szalem z bloga Ażurek drutuje postanowiłam popełnić taki sam. Jak pomyślałam tak też zrobiłam i mam nadzieję, że autorka pierwowzoru nie będzie mi miała tego za złe ale po prostu musiałam. Pasowała mi wszystko i wzór i kolor i rodzaj włóczki a przy tym okazało się, że potrzebna dwa motki mam w domu kupione kiedyś wcześniej bo wpadły mi w oko i oto trochę po urlopie przedstawiam swój szal.




Wykonany został a dwóch motków Diva BD Alize na drutach nr 3,5. Włóczkę wykorzystałam do ostatniego centymetra a gotowy wyrób potraktowałam bardzo delikatnie żelazkiem z parą. Chyba za delikatnie ale bałam się ,że diabli wezmą całą robotę. Zawsze jednak mogę poprawić.
Ponieważ przyroda próżni nie lubi w miejsce ukończonego szala pchają się kolejne pomysły ale mam nadzieję nie zaczynać nic nowego a dzielnie kończyć pozaczynane no i oczywiście powoli dziergać koc.

niedziela, 27 września 2015

Duży projekt

Zamarzył mi się koc, duży miękki i koniecznie na drutach. Na wielu blogach oglądałam takie koce i zawsze z podziwem i zazdrością myślałam ile trzeba samozaparcia aby taki poważny projekt wykonać. Aż do czasu gdy na blogu "Demony włóczki według Alli" zobaczyłam ten koc. To był moment przełomowy, pomyślałam może i ja dam radę. Zakupiłam włóczkę i zaczęłam....Nie  mam złudzeń, że już pierwsze jesienne chłody przywitam pod własnoręcznie wydzierganym kocem, pewnie nawet nie drugie i kolejne też pewnie nie ale cóż tam. Najważniejsze, że z każdym wydłubanym rządkiem jestem bliżej celu. Będzie to na pewno robótka przeplatana innymi - aby nie było monotonnie tym bardziej, że pomysłów, potrzeb i planów mam mnóstwo. Chyba jest trochę tak, że więcej radości mam z rozpoczynania kolejnego projektu niż z jego zakończenia. Z ostatnim przerobionym oczkiem pojawia się lęk o to co wyszło i czy będzie to zadowalający i przede wszystkim noszalny efekt. A koc....., koc jest bezpieczny bo tu po prostu trudno coś popsuć. A więc do dzieła!

sobota, 19 września 2015

Po urlopie

Wszystko co dobre mija szybko i niestety wraca szara rzeczywistość. Szczęśliwie jest ona mocno doprawiona słoneczkiem to i łatwiej znieść powrót do obowiązków. Pokazać robótkowo nie mam co bo urlop był bez drutów a po powrocie zbierałam pomysły, robiłam próbki i przeglądałam zaległe wpisy na zaprzyjaźnionych blogach. Aby nie było bez zdjęć kilka wspomnień wakacyjnych.



Po powrocie odkopałam trochę mieszkanie i powoli wygrzebuję pozaczynane robótki. Mam nadzieję, że niedługo będę miała co pokazać bo kilka z nich jest mocno zaawansowanych.
Tymczasem na zakończenie chciałabym zachęcić czytelników mojego bloga do odwiedzin na blogu mojej starszej latorośli. W założeniu ma to być relacja w odcinkach z jej pobytu w odległej Mongolii. To jej marzenie i mimo, że ciężko jest, dom pusty to bardzo mocno trzymam kciuki żeby jej się udało. A wszystkich ciekawych świata zachęcam do wirtualnych odwiedzin w Krainie Błękitu

sobota, 29 sierpnia 2015

Jaki Yak

Jaki jak jest każdy wie a ja pokażę jaka w swoim własnym wydaniu. Jak powstawał pod presją czasu i chwilowo we współpracy z domowym stworzeniem. Nie dość , że czasu nie miałam za wiele ( jak na mnie oczywiście bo są taki mistrzynie , że dwa swetry by wydziergały i jeszcze coś) to jeszcze domowy-podwórzowy pies postanowił "pomóc" i robótkę wytaszczył na podwórze niszcząc przy tym szczęśliwie tylko włóczkę a prawie skończony sweterek nie ucierpiał.
Tyle zostało z całego motka a i to jest niestety w kawałkach. delikatna materia nie wytrzymała kontaktu z zębami wilczycy :(.
W związku ze zdarzeniem nastąpił przestój spowodowany potrzeba dokupienia jednego motka ale udało się i jest.



Zdjęcia blade i kiepskiej jakości ale robione telefonem bo aparat gdzieś przepadł ( znajdzie się jak nie będzie potrzebny) a sweterek wybiera się za chwile w daleką podróż do krainy jaka właśnie.
Ogólnie wyrób swetropodobny wyszedł ,nie do końca mnie raduje chyba proporcje po praniu trochę siadły. Szczególnie rękawy zyskały na długości ale właścicielka zaakceptowała to odpuściłam i będzie jak jest ( choć pierwotnie planowała coś jeszcze pomajstrować).
Sweterek powstał z Yaka firmy Lang Yarns w sumie 7 motków ( plus jeden zjedzony) na drutach 4,5 ( powinnam dziergać trochę ściślej). Jest miły, super ciepły i zdecydowanie w żywszych barwach niż na zdjęciu.
Ogólnie chyba powinnam zaliczyć go na plus jako pierwszy sweterek dziergany od góry i właściwie mimo niedociągnięć jednak noszalny.


sobota, 8 sierpnia 2015

Istne szaleństwo

Nie mam co pokazać i nie mam co opisać choć rozgrzebanych prac mnóstwo.
To tylko niewielka próbka tego co aktualnie mam rozgrzebane i gdy tylko pojawia się realna szansa na skończenia któregoś projektu pojawia się konieczność rozpoczęcia kolejnego. Tak było i tym razem już, już widziałam szansę na zakończenie malinowej bluzeczki a tu nagle konieczność przerobienia ciepłego , grubego Yaka na sweterek dla córki. Ale pociech szykuje się do dalekiego wyjazdu i nie ma siły ale bluzeczka poczekać musi. A z Yakiem w taką pogodę nie bardzo po drodze to i robótka posuwa się tempem ślimaczym. Właściwie bez Yaka w taką pogodę też mi nie po drodze to zdecydowanie nie moje klimaty takie upały. Ale po kilka rzędów przerabiam bo czas goni. Jedyna pociecha , że jak zacznę kończyć te wszystkie rozgrzebane rzeczy to przez jakiś czas będę mogła systematycznie pokazywać coś na blogu. A teraz korzystając z porannego chłodu wracam do pracy.